Bonaparte we wszelkich nominacjach przestrzegał mniej więcej jednakowej zasady, czerpał, że tak powiem, raz z prawej, raz z lewej. Innymi słowy wybierał swoich agentów na przemian spośród arystokratów i spośród jakobinów — partia pośrednia, przyjaciół wolności, najmniej mu się podobała, gdyż składała się z niewielkiej liczby tych, którzy we Francji mieli własne zdanie. Wolał mieć do czynienia z ludźmi przywiązanymi do monarchii lub takimi, co utracili szacunek na skutek ekscesów ludu. Posunął się nawet do tego, że chciał mianować Barrerea radcą stanu, na co wzdry-gali się jego koledzy, tak że zaniechał tego zamiaru. Chciał dać widomy dowód, że może zarówno wszystko odrodzić, jak i wszystko przemieszać. Tym razem poprzestał jednak na powierzeniu temu człowiekowi sprawy założenia dziennika Le Memoriał, którego celem było atakowanie Anglii jako niemoralnej. I ten, który swoją elokwencję oddał na usługi kata, ten, którego nazywano Anakreonem gilotyny, i ten który pilnie chodził na kursy językowe Wrocław, ośmielił się podnieść skalaną dłoń na przybytek Pana, a Bonaparte nie bał się, że w obliczu takiego przeciwnika naród sam weźmie w obronę swego wroga. | |
|